• Wpisów: 159
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 9 dni temu, 20:00
  • Licznik odwiedzin: 8 168 / 844 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
alienacja
 
Najwyraźniej jednak, Blanche będzie musiała poczekać dłużej. Dziś znowu Pierre w roli, którą chciałabym kiedyś mieć, gdyby nie fakt, że jego lalkowa postać jest dla mnie za duża i nie wiedziałabym jak go ogarnąć ;)Tak czy owak, oto jego historia dziejąca się na długo po ostatnich wydarzeniach. Tak oto rysuje się przyszłość moich bliźniaków...





Niemal trzydziestoletni, drobny mężczyzna usiadł ostrożnie na starym, nieco już wytartym w kilku miejscach fotelu. Tuż obok niego na zdobionym stoliku stała filiżanka z cienkiej porcelany, wypełniona gorącą herbatą, a obok na spodeczku, jedno ciastko. Tymczasem na jego kolanach znalazła się plastikowa teczka. Niebieska, podpisana imieniem nakreślonym czarnym mazakiem. Ile już czasu do niej nie zaglądał? No tak, ostatni raz w dniu, kiedy pakował swoje rzeczy i wyprowadzał się z domu. Zupełnie jakby to było wczoraj…
Kiedy Pierre stał się dorosły, postanowił wrócić do Francji. Mieszkanie dziadków stało puste, po śmierci przepisali je na niego w nadziei, że jeszcze kiedyś tam wróci. Nie planował tego, nienawidził każdego pokrytego kurzem kąta, porcelanowych filiżanek w drobny wzór przedstawiający pnącza róż, które uwielbiała jego babcia, a z biegiem lat złe wspomnienia zamiast się zacierać, nadal paliły niczym żywy ogień. Obraz małego, przestraszonego chłopca, którego chcieli na zawsze zatrzymać w tej klatce. Wiele razy opowiadał Colinowi, że już nigdy nie wróci do Paryża i zupełnie nie interesuje go ostatnia wola dziadków. Chciał zostać w domu, uczyć się dalej, a w przyszłości być znanym pisarzem, którego książki będą stać na witrynach w każdej księgarni, a on będzie odbierał zaszczytne nagrody za swoją ciężką pracę i noce spędzone przed ekranem komputera.
Cóż, to ostatnie przynajmniej się spełniło.
Młody mężczyzna westchnął głęboko i otworzył trzymaną nadal teczkę. W środku były rysunki wykonane dawno temu przez Colina o których wiedzieli tylko bracia i nikt więcej. Była to ich tajemnica, jedna z wielu głupiutkich tajemnic o której mówiło się po cichu tak, by rodzice nie usłyszeli. Na kartkach narysowane zostały niemal wszystkie postacie i miejsca ze snów Colina, łącznie z mrocznym zamkiem księcia wampirów, a także tym drugim, ukrytym wśród chmur.
- Teraz już w to nie wierzę, ale kiedyś wracając ze szkoły, często szedłem z oczami utkwionymi w niebie i wyobrażałem sobie, że jest tam królestwo. – mawiał Colin podczas jednej z wielu bezsennych wakacyjnych nocy, kiedy obaj czekali na świt – Myślałem sobie, że pewnego dnia przybędzie od nich posłaniec i powie mi, że tak naprawdę jestem księciem. Głupie, co?
I obaj wybuchali śmiechem, starając się być nadal na tyle cicho, by nie obudzić rodziców. Pierre wiedział, że o wielu podobnych sprawach wiedziała także Blanche, ale miał pewność, że nie o wszystkim i ta świadomość w jakiś sposób sprawiała mu radość. W takie noce jak tamta, nie miało znaczenia to, co właśnie dzieje się w jakimkolwiek innym miejscu na świecie, nie miało znaczenia, że po wakacjach znów nadejdzie jesień i zacznie się szkoła, nie miała znaczenia ich przyszłość… Chociaż może powinna. Gdyby Pierre już wtedy wiedział czym to wszystko się skończy, być może starałby się cieszyć każdą chwilą o wiele bardziej, a być może znalazłby jakiś sposób by zmienić bieg wydarzeń.
Na jednym z ostatnich rysunków była narysowana syrena, siedząca na ogromnym kamieniu i czesząca włosy przy pomocy grzebyka. Colin uwielbiał je rysować, niemal każda była do siebie podobna, ale nigdy mu się to nie znudziło. Pytany, czy to jedna z pojawiających się w jego snach postaci, kręcił przecząco głową, ale też nie chciał wyjaśnić nic więcej. Sam był niczym fantastyczna postać ze swoich rysunków, wieczny chłopiec…
„Obiecaj mi, że nigdy nie dorośniesz, Colin”.
Gdyby wtedy rozumiał jak głupia była to prośba, nigdy by jej nie wypowiedział. Ale skąd miał wiedzieć? Wtedy byli tylko dwojgiem małych chłopców, leżących wspólnie na kocach w szałasie i wierzących, że mają przed sobą nadal jeszcze bardzo długą drogę do przebycia.
Pierre poskładał wszystkie rysunki i schował je znów do teczki, zamykając ją i odkładając na bok. Sięgnął po filiżankę, podmuchał leciutko i upił łyk ciepłego napoju. Kiedy teraz się nad tym zastanawiał, Colin pojawiał się w jego życiu niczym krótkie migawki. Nigdy nie był jak inni chłopcy, nigdy nie pojawiał się na długo, czasem miało się wręcz wrażenie, że nie może być prawdziwy.
- Kiedy mówiłem żebyś nie dorastał, nie miałem na myśli tego, co się stało, głuptasie. – szepnął, odstawiając ostrożnie filiżankę na spodeczek.
Podobnie jak nie byli obok siebie, kiedy Pierre po raz pierwszy wyjechał do Francji i według planów ich dziadków, już miał tam pozostać, podobnie nie widzieli się, kiedy Colin zniknął z jego życia ostatni raz. To także było lato, obaj mieli już siedemnaście lat. Nic nie zapowiadało, że będzie to najtragiczniejszy czas w całym życiu Pierre’a i kiedy on spokojnie został w domu, by w ciszy skończyć wreszcie pisanie swojej pracy wakacyjnej, Colin wyjechał z grupą kolegów na wycieczkę. Kiedy wracali, zdarzył się poważny wypadek, który ostatecznie przeżyli wszyscy, poza Colinem.
Pierre nigdy nie wybaczył sobie, że pozwolił bratu jechać z tamtą grupą, a jeśli już miał w tym uczestniczyć, to on powinien był wyruszyć razem z nim. Tak się jednak nie stało i ostatnie co pamiętał, to wiadomość przekazana rodzicom przez telefon, krzyki, płacz i niedowierzanie. A później także cichy, niemal pusty cmentarz i grób obsypany kwiatami, znajdujący się tuż obok dużego kasztanowca. Od tamtej pory nagle zmieniły się wszystkie jego plany, a kiedy po skończeniu szkoły obwieścił rodzicom, że jedzie do Paryża, nie próbowali go zatrzymać. Rozbity i przygnębiony, zatrzymał się w miejscu z którego zawsze chciał uciec, a koniec końców i tak utkwił w nim, zdawałoby się, że tym razem na dobre. Jeszcze przez jakiś czas rodzice wysyłali mu pieniądze, a on sam wybrał sobie kolejną szkołę, którą po kilu latach ukończył z wyróżnieniem. Oficjalnie, nigdy później nie wrócił do domu. A tak naprawdę, raz w roku kupował bilet na samolot, zabierał ze sobą jedynie mały plecak i ostatecznie trafiał na cmentarz, który pomimo upływających lat, wyglądał jakby czas się tam zatrzymał dawno temu. Pierre siadał na metalowej ławce tuż przed grobem brata i spędzał tak długie godziny w myślach opowiadając mu wszystko to, co przyszło do głowy. O ostatnim napisanym opowiadaniu, o nagrodach o tym, jak pięknie wygląda Paryż jesienią. A kiedy kończyły mu się aktualne tematy, opowiadał mu bajki, które Colin tak bardzo kochał, pomimo tego, że o tym także wiedział po latach tylko jego brat.
Wieczorem, kiedy robiło się już zbyt ciemno i chłodno, wychodził z cmentarza i kierował się do niewielkiego pensjonatu w którym spędzał noc. Nad ranem zazwyczaj wracał na lotnisko, a jedynym śladem jego wizyty u brata, było jedna biała róża, którą niezmiennie kupował tuż przed wejściem na cmentarz.


Wspomnienie tamtego letniego dnia, nadal pozostawało w nim żywe i bolało. Nie opowiadał o tym nikomu, żaden z jego partnerów, czy przyjaciół nie miał pojęcia, że Pierre miał kiedyś brata bliźniaka. Była to jego najlepiej strzeżona tajemnica, podobna do tych z dziecięcych lat, a wszystkie łączył ze sobą Colin. W jego marzeniach nadal tak samo prawdziwy i żywy jak dawniej. I właśnie taki miał tam pozostać już na zawsze.
Mężczyzna sięgnął po zapomnianą filiżankę i dopił zimną już herbatę, dopiero teraz przypominając sobie o ciastku, które zaraz ugryzł niemrawo, przeżuwając powoli, nadal wpatrując się w nieokreślony punkt na ścianie. Okruszki sypały się na jego idealnie białą i wyprasowaną koszulę, ale zdawał się nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Kiedy wreszcie zjadł, podszedł do okna i wyjrzał przez nie, ale nawet wtedy jego spojrzenie nie zatrzymało się na niczym szczególnym.
Dziś wieczorem miał stawić się na ważnym przyjęciu na którym być wcale nie miał ochoty. Jeśli się nad tym zastanowić, to w tej jego cukierkowej wizji zostania sławnym pisarzem, więcej było w rzeczywistości rzeczy, których nie lubił i robił z musu, niż tych pozytywnych. A przecież praca była tylko jeszcze jednym powodem dla którego w ogóle miał po co wstawać z łóżka. Matka mówiła mu, że nadal jest młody, a czuł się niczym dziadek, który także zasiadał kiedyś w tym samym fotelu, chociaż zamiast filiżanki z herbatą, spędzał czas z delikatnie pykającą fajką. O tym jednak także nie mówił nikomu, bo wiedział, że nikogo to już tak naprawdę nie interesuje.
W tej chwili miał przed sobą to przyjęcie, a także jedną książkę do skończenia. Później najprawdopodobniej wynajdzie sobie kolejny, równie fikcyjny cel do osiągnięcia
Tak naprawdę, Paryż był bardziej przygnębiający jesienią niż piękny. Szczególnie dla kogoś, kogo połowa nadal została w zupełnie innym miejscu, delikatnie schowana tuż obok rozłożystego kasztanowca.
  • awatar Idemo: Ojej, nie wiedziałam, że dalsze losy bliźniaków będą aż tak tragiczne... Pięknie i przejmująco opisałaś tę historię, i jeszcze ten grób obok kasztanowca i biała róża... o mało co sie nie popłakałam ;_;
Pokaż wszystkie (1) ›
 

alienacja
 
Jakoś nigdy nie umiałam sobie wyobrazić dorosłego Colina, za to Pierre ma już swój określony obraz w  mojej głowie. Być może to też kiedyś opiszę. Dziś natomiast, będzie urywek z dnia w którym Pierre pojawia się obok Colina po raz pierwszy od dłuższego czasu...



W momencie, kiedy wszedł do własnego pokoju, jeszcze raz oblizał palce, które nadal ubrudzone były lukrem z pączka. Słodkie wspomnienie jego deseru, który pochłonął jeszcze w kuchni. Teraz jednak, jego uwagę zwróciło niespodziewane poruszenie, a zdziwienie wywołała obecność mamy, która stała tuż obok jego tapczanu i składała dokładnie całą pościel. Zazwyczaj ta czynność zajmowała jej dłuższą chwilę, bo najpierw należało pozdejmować z posłania całą kolekcję pluszowych zabawek, obok których Colin każdego wieczora zasypiał. Tyle, że ledwie kilka dni temu zmieniała pościel, czemu więc robi to znowu?
Chłopiec zbliżył się i, nadal starając się zlizać resztę lukru, utkwił w matce uważne spojrzenie, aż wreszcie kobieta odezwała się.
- Postaraj się dziś nie wyciągać wszystkich zabawek i najlepiej poszukaj teraz miejsca dla tych. Po obiedzie, tata będzie razem z dziadkiem składał tutaj nowe łóżko…
- Nowe łóżko… Dla mnie? – Colin nieuważnie chwycił jedną z maskotek i ruszył z nią w stronę i tak zastawionej drobiazgami komody.
- Również dla ciebie. – przyznała matka, uśmiechając się do niego ciepło – Ale także dla twojego brata.
Colin zatrzymał się w pół kroku i ścisnął mocniej pluszaka. Od kilku dni trwały wakacje i w sumie w przyjeździe brata nie było nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że od dwóch lat nie pojawiał się w domu. Rodzice nigdy nie wyjaśnili mu dlaczego tak było... Wcześniej natomiast chłopcy, sypiali razem na jego własnym tapczanie i nigdy nie było z tym kłopotu, Colin nie skarżył się nawet wtedy, gdy budził się w środku nocy z powodu chłodu, a jego brat w najlepsze spał obok, zaplątany w całą kołdrę.
- Na całe wakacje? – zainteresował się natychmiast.
Jego matka odłożyła złożony w kostkę koc i podeszła do syna, kładąc dłoń na jego głowie i głaszcząc leciusieńko.
- Na zawsze, Colin. – odpowiedziała wreszcie – Tym razem Pierre wraca do nas już na zawsze.
Chłopiec drgnął i natychmiast utkwił wzrok w twarzy matki, która nadal patrzyła na niego z tym samym uśmiechem, Aż wreszcie i na twarzy jej syna pojawił się szeroki i z całą pewnością szczery uśmiech. Moment później, dał się słyszeć krzyk pełen radości, a kobieta o mało nie przewróciła się, kiedy drobny chłopiec z całej siły rzucił jej się w ramiona…
Później natomiast, poszedł do największego pokoju i ściągnął z regału album ze zdjęciami. Na jednej z wielu fotografii, był on sam no i oczywiście Pierre. Obaj mieli wtedy jakieś sześć lat, ubrani podobnie, byli niemal nie do odróżnienia dla obcych ludzi. Dopiero później włosy Colina ściemniały trochę, ale wtedy jeszcze były zupełnie jasne i obaj chłopcy wyglądali niczym aniołki, trzymając w brudnych dłoniach, równie ubrudzone łopatki i wiaderka wypełnione piaskiem. Zdjęcie zostało zrobione na kilka tygodni przed wyjazdem Pierre’a z którym zresztą Colin nie miał okazji się nawet pożegnać…
Z obu braci, to właśnie on był ten słabszy. Rodzice od samego początku martwili się z powodu jego słabego apetytu, któremu towarzyszyły częste choroby i wizyty w szpitalu. Podczas pierwszej z nich, lekarze nawet zasugerowali rodzicom, że Colin może nie przeżyć zbyt długo, jego organizm zdawał się być kruchy i zbyt osłabiony. Mimo to, chłopiec rósł jak na drożdżach, drobny, ale nadal dość silny, by z każdej kolejnej choroby jakoś tam się wylizać. Już wtedy rodzice spędzali z nim niemal każdy dzień, gdy Pierre tymczasem pozostawał pod opieką dziadków lub personelu w przedszkolu.
Momentem przełomowym, okazał się czas, kiedy podczas lata, Colinem miała zająć się przez jedno popołudnie znajoma matki chłopców. Już od jakiegoś czasu z jego zdrowiem nie było większych problemów i tym dziwniejszy był napad wysokiej gorączki, którą nieszczęsna opiekunka postarała się zwalczyć na własną rękę. Nie posiadając jednak wystarczającej wiedzy, podała dziecku zbyt dużą dawkę, zbyt silnego leku, po którym Colin stracił przytomność, a następnie znów wylądował w szpitalu. Od tamtego dnia, rodzice nie spuszczali Colina z oczu, jeżdżąc z nim na przeróżne badania i testy. W tym czasie, Pierre wyjechał już do dziadków od strony matki, którzy mieszkali na stałe we Francji, gdzie obaj chłopcy mieli spędzać, zaplanowaną kilka miesięcy wcześniej, drugą połowę lata i jednocześnie ostatni miesiąc przed rozpoczęciem nauki. O tym, że Pierre, dzięki znajomościom babci, został zapisany do szkoły w Paryżu, jego rodzice dowiedzieli się tuż pod koniec sierpnia. Zbyt pochłonięci opieką nad Colinem, zdecydowali się przystać na propozycję, by ich drugi syn rozpoczął tam naukę i by przez jakiś czas, opiekę nad nim sprawowali dziadkowie. Jedyną rzeczą, która nadal pozostawała dla Colina tajemnicą, był powód dla którego to „przechowanie” trwało ponad pięć lat…
Tymczasem, przekartkował album aż do momentu, kiedy znalazł bardziej aktualne zdjęcie. To konkretne, było robione podczas ostatniej wizyty jego brata w domu. Pierre w niczym już nie przypominał słodkiego aniołka, mimo, że kolor jego włosów nadal był tak jasny jak wcześniej. Ubrany w wytarte dżinsy i koszulkę, stał przed obiektywem z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej i nie uśmiechał się, bardziej wyglądając na przymuszonego do pozostania w miejscu. Już wtedy Colin zauważył, że coś jest nie tak, ale jeszcze nic nie wzbudzało w nim podejrzeń, ani też nie dało powodu do jakichkolwiek pytań. Kilka dni później, Pierre znów wyjechał do Paryża i od tamtej pory nie odzywał się do brata, nie przysłał nawet listu, chociaż wcześniej wyszukiwał dla niego co ładniejsze widokówki, namawiając go, by także przyjechał i odwiedził go.
A dziś wieczorem znów się tu pojawi i być może tym razem opowie Colinowi wszystko to, co rodzice trzymali w tak dobrze strzeżonej tajemnicy.


Matka powiedziała mu, że Pierre zjawi się w domu tuż przed kolacją. Czas aż do samego posiłku, Colin postanowił wykorzystać na przygotowanie odrobiny… miejsca. Był typem chłopca, który zbierał mnóstwo rzeczy i z niewielką tylko ich ilością, był w stanie kiedykolwiek się rozstać. Nie było z tym problemu, póki pokój miał tylko dla siebie, ale teraz wszystko się zmieniło. Pod jedną ze ścian, na miejscu jego starego tapczanu, stało zupełnie nowe, drewniane łóżko piętrowe. Colin był nim zachwycony i natychmiast poprzenosił większość pluszaków na wyżej umieszczone posłanie. Problemem pozostawała cała reszta jego rzeczy z którą od dobrej chwili próbował zrobić porządek. Był właśnie na etapie przetrząsania metalowej skrzynki w której znajdowało się wszystko, od kapsli aż po zepsute resoraki, kiedy za plecami usłyszał odgłos otwieranych drzwi, a zaraz potem cichy, znany bardzo dobrze głos.
- Bonsoir, Colin.
Chłopiec odwrócił się tak niespodziewanie, że o mało nie upadł. Tuż za progiem jego pokoju, stał chłopiec, bardzo podobny do tego, którego zdjęcie widział wcześniej tego dnia. Różnicę stanowiło ubranie, któremu daleko było do spranych spodni i zwykłej koszulki z krótkim rękawem. Najwyraźniej, Pierre nie miał zbyt wiele czasu, by przebrać się w coś zwyczajnego, a może tak właśnie chodzi się po ulicach Paryża? Colin zapatrzył się na błyszczące, czarne buciki, a później jego wzrok powoli przesunął się wyżej, wzdłuż idealnie wyprasowanych, czarnych spodni, a następnie eleganckiej koszulki i szelek. Oprzytomniał dopiero, kiedy dostrzegł jak Pierre uśmiecha się do niego i wtedy natychmiast upuścił trzymany właśnie samochodzik, by podbiec do brata i objąć go mocno, tak, by całkowicie już móc się upewnić, że faktycznie go sobie nie wymyślił. W odpowiedzi, został objęty równie mocno i jeszcze przez kilka minut, stali obaj w zupełnej ciszy, nadal zajęci jedynie radosnym upewnianiem się…
Kiedy wreszcie mieli okazję usiąść spokojnie na łóżku, Colin z typową dla siebie ciekawością, zabrał się za przetrząsanie niewielkiego plecaka, który miał przy sobie jego brat. Pierre nie tylko nie zabronił mu tego, ale z uśmiechem obserwował jego reakcję na każdy wyciągnięty drobiazg. Nie było ich zresztą wiele. Kilka pocztówek, czekoladowy batonik, którego nie zjadł w czasie podróży, notes z zapiskami po francusku, czego Colin nie rozumiał ni w ząb, a na końcu jeszcze kawałek sznurka.
- I to wszystkie twoje rzeczy? – Colin spojrzał na niego z całkiem wyraźnym przestrachem, jakby naprawdę się spodziewał, że dziadkowie wysłali go „w świat”, uzbrojonego tylko w to, co zmieściło się do plecaka.
- Oczywiście, że nie, głuptasie. – Pierre potarmosił go po włosach – Moje bagaże nadal stoją w drugim pokoju, ale zamiast przynosić je od razu, wolałem najpierw przywitać się z tobą.
Jego brat uśmiechnął się w odpowiedzi i sięgnął po czekoladowy batonik, który szybko odwinął z papierka i ugryzł.
- Smakuje tak samo, jak nasze. – skomentował, nadal z pełnymi ustami, wywołując kolejny uśmiech u drugiego chłopca, który z uwagą śledził każdy jego ruch.
- Colin, tyle razy mówiłam, że nie powinieneś jeść słodyczy przed głównym posiłkiem.
Obaj nie zwrócili uwagi, że do pokoju zajrzała ich matka. Kobieta uśmiechała się, ale Pierre w jednej chwili spoważniał i wyraz jego twarzy nie zmieniał się nawet w momencie, kiedy cała rodzina, pierwszy raz od dwóch lat usiadła razem do stołu w porze kolacji. Generalnie, chłopiec mówił niewiele, a pytany o pobyt w Paryżu, odpowiadał krótko i znów milknął. Colin wodził zdezorientowanym wzrokiem od totalnie zaskoczonych i chyba trochę zagubionych rodziców, aż do brata i tak do chwili, gdy po prostu wbił wzrok w swój talerz, bez entuzjazmu ganiając widelcem ostatni zielony groszek. Znów miał nieprzyjemne uczucie, że dzieje się coś złego, ale nie miał pojęcia o co chodzi. Wreszcie, mając dość ciszy, spojrzał na matkę i odezwał się sam.
- Możemy po kolacji iść z Pierre’em do ogródka, mamo?
- Oczywiście, jeśli macie ochotę.
Cóż, Colin miał na pewno, a kiedy wszyscy wstali od stołu, drugi chłopiec także nie zaprotestował, tylko posłusznie ruszył w stronę drzwi, prowadzących na zewnątrz.
Nadal było dość jasno i ciepło i Colin przystanął na moment na schodkach, by przymknąć powieki i odetchnąć świeżym powietrzem. Kiedy było lato, zazwyczaj większość czasu spędzał właśnie tu, a raz czy dwa, dostał nawet pozwolenie, by przenocować w zbudowanym wcześniej szałasie. Tym razem także skierował się w stronę nieco ukrytego miejsca z boku domu, gdzie stał jego szałas.
- Wspaniały, sam go zbudowałeś? – zainteresował się Pierre, nim zanurkował do środka, by wszystko obejrzeć dokładniej.
- Miałem taki zamiar, ale dziadek zaproponował pomoc. – westchnął Colin – Skończyło się na tym, że on budował, a ja podawałem mu tylko to, czego aktualnie potrzebował. Ale dobrze wyszło, szałas jest mocny i genialnie się w nim śpi.
Uśmiechnął się na koniec, a kiedy obaj wygodnie siedzieli już na kocach wewnątrz szałasu, wyciągnął z kieszeni bluzy dwa czekoladowe cukierki. Pierre wziął jednego, odpakował i wsunął do ust.
- Niewiele się zmieniło od czasu, kiedy byłem w domu ostatnim razem. Nadal zdarza ci się zasnąć podczas lekcji, tak jak pisałeś mi w ostatnim liście?
- Nadal, pani jest o to strasznie zła, ale co ja mogę poradzić na to, że te lekcje są takie nudne! – Colin westchnął głęboko – Poza tym jednak radzę sobie przyzwoicie, chociaż nigdy nie będę pierwszy w klasie. Za to ty, mówisz podobnie jak mama…
- Masz na myśli akcent? Cóż, to normalne dla kogoś, kto musiał przez ostatnie pięć lat mówić jedynie po francusku…
- Z dziadkami też? – Colin spojrzał na niego zdumiony – Myślałem, że…
- Nie miałeś pojęcia, prawda? – przerwał mu ponuro Pierre – O tym, że w zeszłym roku byłem najlepszy w klasie z francuskiego też nie. Posłuchaj…
Chłopiec umilknął na moment i rozejrzał się niespokojnie wokół siebie, ale wyglądało na to, że nadal byli sami.
- Rodzice o tej porze oglądają serial, nikogo więcej nie ma. – zapewnił go natychmiast Colin, mimowolnie pochylając się bardziej w jego stronę.
- Oni chcieli żebym tam został, rozumiesz? – Pierre mówił cicho, ale szybko, nie spuszczając z brata przerażonego spojrzenia – Kiedy babcia dowiedziała się, że tak dobrze radzę sobie w szkole, to zaproponowała dziadkowi, że powinienem zostać w Paryżu i nigdy więcej nie wracać! Usłyszałem to przypadkiem, kiedy byli pewni, ze od dawna śpię i wtedy postanowiłem przestać się uczyć żeby babcia porzuciła swój pomysł. Tyle tylko, że kiedy z kolejnego wypracowania dostałem najmniej punktów, nauczycielka wzięła mnie na rozmowę i zmusiła bym się przyznał do wszystkiego, a potem zadzwoniła do nich. Nie byli zadowoleni, ale później nie wspomnieli nic więcej na ten temat.
- I to dlatego nie było cię w domu od dwóch lat?
Pierre kiwnął głową i nagle chwycił brata za dłoń, ściskając jego palce.
- Mówili rodzicom, że nie mogę do was przyjechać, bo wyjechałem na obóz z całą klasą, ale to wcale nie była prawda, bo trzymali mnie w domu! Nie wiem dokładnie jak, ale wreszcie rodzice dowiedzieli się o wszystkim i potem babcia płakała, że nie chce im mnie oddawać, bo starczy jej, że córkę widuje tak rzadko. Słyszałem to wszystko za każdym razem, aż wreszcie tydzień temu kazali mi się pakować, a dziś zawieźli na lotnisko. Nie wiem jak to się stało, ale… bałem się. Nadal się boję, że będę musiał tam jeszcze wrócić.
Colin patrzył na niego z lekko otwartą buzią i przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Wreszcie, przesunął się nieco i objął brata, który mocno zacisnął palce na jego bluzie.
- Nigdzie więcej nie pojedziesz. – szepnął mu uspokajająco do ucha – Nie zgadzam się.
Tak szybko jak przestraszył, tak szybko Pierre się opanował i kiedy znów się wyprostował, jego spojrzenie było tak samo spokojne jak wcześniej. Obaj umościli się wygodnie na plecach pośród koców i leżeli tak blisko siebie, starając się dojrzeć cokolwiek pomiędzy gałęziami z których zbudowany był dach szałasu.
- Wierzysz w jednorożce? – zapytał nagle Colin, pozornie lekko.
- Nadal jeszcze masz te sny?
- Teraz rzadziej, ale nie mów rodzicom. – Colin nadal uparcie patrzył przed siebie, ale jego głos przycichł – Od kiedy odkryłem, że mówienie „nie”, oznacza jedną mniej wizytę w szpitalu, to nie przyznaję się już do niczego. Matka uważa, że to zasługa tego wspaniałego lekarza, a jedyne co robił, to kiedy byliśmy sami, wmawiał mi, że duzi chłopcy nie powinni opowiadać bajek…
Cisza trwała dosłownie chwilę, gdy Pierre przekręcił się na bok i oparł na ręce, by spojrzeć na brata, mimo, że wokół powoli stawało się ciemniej.
- Wierzę w jednorożce i syreny też. A książę wampirów, on też ci się śni?
- Nadal nie. – drugi chłopiec wyraźnie się rozluźnił – Wiem, że nadal gdzieś tam jest, tuż za ciemnym lasem, ale za każdym razem, kiedy zerkam w tamtym kierunku, las przesłania wszystko. Ale czuję, że on tam jest.
- Być może kiedyś wyruszy ze swojego zamku i wtedy nie będziesz musiał przejmować się z powodu lasu. – Pierre uśmiechnął się samym kącikiem ust, ale zaraz znów spoważniał i ponownie wylądował na plecach, wyciągając przed siebie dłoń – Wszystko to, o czym mówisz jest bardziej prawdopodobne, niż dorosłym się wydaje. Ja… nie ufam im, wiesz? I nigdy nie zaufam, nie chcę dorastać, Colin, to głupie. Nie chcę stać się taki, jak oni, nigdy. Obiecaj mi, że ty także taki nie będziesz.
Colin również wyciągnął przed siebie dłoń i bardzo powoli zginał palce, by zaraz je wyprostować.
- Obiecuję. – szepnął tak cicho, że ledwie został usłyszany.
  • awatar luci_fair: Fascynujące :) I doskonale się czyta. Cieszę się, że mogę lepiej poznać Twoich chłopaków. Teraz lubię ich jeszcze bardzie. Czytając ten tekst dowiedziałam się, że są mi bliscy ;) Będzie ciąg dalszy, prawda?
  • awatar alienacja: @luci_fair: Najprawdopodobniej tak. Teraz staram się zebrać w całość opowieść o Blanche, ale wszystko i tak zazwyczaj składam z kawałków, które mi przychodzą do głowy. A jako, że lalkowanie chwilowo zostało odstawione na półkę (dosłownie), to idzie mi to tak, jak idzie. W każdym razie cieszę się, że da się czytać ;)
  • awatar luci_fair: Nie tylko da się czytać, ale w moim odczuciu jest to świetny tekst :) Piszesz z wielkim wdziękiem i jakoś tak sugestywnie umieszczasz detale, że ma się bardzo realne wrażenie obcowania z Twoim światem. No i jest w tej opowieści coś, co uwielbiam - poważne potraktowanie dzieci :) Będę wyczekiwać kolejnych odsłon!
Pokaż wszystkie (5) ›
 

alienacja
 
Jedną z rzeczy nad którą zastanawiał się Colin, kiedy pojawiła się Blanche, było to, jakim cudem dziewczynka wytrzymała pięć godzin w dusznym samochodzie, ubrana w taki sposób. Wakacje miały się już ku końcowi, ale nadal było nieznośnie gorąco. Zaproponował jej szklankę oranżady, ale odmówiła, wyciągając z torby butelkę niegazowanej wody i niby ukradkiem zerkając na matkę, która stała tuż obok, witając się z rodzicami chłopców.

Kiedy trafili do ich pokoju, Colin wyciągnął w jej kierunku pluszowego misia i usłyszał, że duże dziewczynki nie bawią się zabawkami. Colin zamarł, spuścił wzrok i zacisnął mocniej palce na przytulance. Blanche nie widziała jego twarzy, a tylko parę smętnie zwisających króliczych uszu od jego bluzy, ale całkiem wyraźnie, zobaczyła poirytowany wzrok Pierre'a. Blondyn do tej pory stał oparty o parapet, ale wtedy ruszył ku bratu, chwycił jego dłoń i pociągnął w kierunku wyjścia. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, Blanche usłyszała jeszcze coś na temat jakiegoś jeziora, a później głos Pierre'a ucichł zupełnie, gdzieś obok trzasnęły kolejne drzwi, a ona została sama. Stała na środku pokoju, ściskając mocno uchwyt od swojej niewielkiej torby z której po namyśle wyciągnęła książkę i postanowiła wrócić do ogrodu, by zająć jedyną ławkę, stojącą tuż pod jabłonią. Przez kilka kolejnych godzin, bez reszty pochłonął ją podręcznik od historii, który przed wyjazdem otrzymała od swojej prywatnej nauczycielki. Starsza kobieta uważała, że wyjazd, który miał trwać całe dwa tygodnie i tak w dostateczny sposób poczyni wyraźne luki w edukacji dziewczynki, której coś takiego jak wakacje, nie dotyczyło od lat... I tak oto, Blanche wylądowała w tym cichym i spokojnym miasteczku, uzbrojona w książki i flet, a przede wszystkim stały i nie podlegający dyskusji grafik nauki i ćwiczeń z gry. Egzamin, który miał się odbyć dokładnie pierwszego września, był wystarczającym, choć tak naprawdę zupełnie niepotrzebnym batem nad jej głową. Bo cóż innego mogłaby tu robić? Bawić się lalkami?
  • awatar luci_fair: Podoba mi się :) Tekst jest bardzo sugestywny i obrazowy. Widziałam Twoje lalki 'ożywione', czytając go.
  • awatar alienacja: @luci_fair: Dziękuję ^^ To tylko część, bo generalnie Colin będzie próbował jakoś jednak zbliżyć się do Blanche, pod tym względem jest raczej uparty ;) Więcej tekstu mam z pojawienia się Pierre'a, ale nie wiem czy komuś chce się to czytać, więc chwilowo leży i czeka na ewentualne zmiany, gdyby mnie naszło. Poza tym, stwierdzam, że pisanie o lalkach to zło ;) Jak się raz zacznie, to potem człowiek się zagłębia bardziej, niż na początku planował :D
  • awatar luci_fair: I prawidłowo, bo dobrze Ci idzie :) Chętnie przeczytałabym więcej. Tu w tak krótkim tekście, już świetnie zarysowałaś postacie, niewiele słów, a już czuć jacy oni są. Świetne!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

alienacja
 
Można powiedzieć, że młoda prześliznęła się błyskawicznie i bez najmniejszych kłopotów. Wczoraj listonosz pukał, dziś pudło odebrałam z poczty. Zero opłat i dalszego oczekiwania - jest!


Muszę powiedzieć, że jestem zauroczona jakością wykonania samej lalki. Na tyle na ile zdążyłam ją obejrzeć teraz, odlana jest wręcz wspaniale. Siedzi idealnie, mimo braku jointa pod biustem z czym spotkałam się pierwszy raz (najgorzej pod tym względem wypada Leeke, niestety...). Dwie pary dłoni, grubiutkie, ładne stopy i piękny kolor żywicy.
Zapakowana tak, ze nie miało prawa nic się podczas podróży do mnie stać, co będzie zresztą widoczne na zdjęciach.

Mam nadzieję, że DollnDoll wypuści jeszcze kiedyś lalkę, którą zapragnę kupić, bo bardzo chętnie złożę zamówienie u nich kolejny raz. Czytałam oczywiście dobre opinie na ich temat wcześniej, ale to co innego dostać własną lalkę i przekonać się o ich jakości na własne oczy.

Plus, oprócz peruki, dostałam także rzep i masę do mocowania oczu, mimo, że jej oczka są już tam, gdzie być powinny umocowane ;)

I cóż więcej, zaraz będę miała okazję ubrać ją i przekonać się czy wszystko pasuje. Po drobnej Unośce, to spory przeskok na taką dużą babę :D Ale zdecydowanie trafiony i podoba mi się.


Na koniec warto dodać, że mała ma na imię Blanche. Więcej na jej temat, jak tylko zrobię jej jakieś możliwsze zdjęcia. O ile pogoda mi pozwoli...
  • awatar Catty&Beauty: Hej :) Mam pytanie.. Widuję na wielu blogach właśnie takie lalki i ich sesje. Czy może ktoś mi wytłumaczyć o co w tym chodzi? Swoja drogą lalki masz bardzo ładne a w szczególności Miu Jest po prostu prześliczna! :) Btw ile takka lalka kosztuje i skąd bierzesz tyle ciuszków ??
  • awatar EvilCupcake: Jak dobrze, że obyło się bez problemów ;) Uwielbiam tę pannę! To chyba najładniejsza lalka z dnd.
  • awatar luci_fair: Jaka fajna. Ma 'rozkapryszone' usta w których gustuję :)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

alienacja
 
Już niemal zapomniałam, że powinna do mnie trafić kolejna żywica.
Całe szczęście, że dollndoll był uprzejmy wysłać mi maila z informacją, że moja lalka jest już w drodze.

Przerwa od lalek, spowodowana faktem, że mam wiele innych rzeczy ostatnio na głowie. Pod koniec kwietnia niespodziewana wizyta w Krakowie z powodu, który jest mi bliższy od wszystkich lalek razem wziętych i tych, które mam i innych także ;)

Być może po powrocie znów będę miała czas by się nimi zająć. Zaczęłam nawet spisywać wreszcie to wszystko, co dzieje się wokół nie tylko Colina i Pierre'a, ale też i mego najnowszego zakupu... Ciekawie się później patrzy na takie historie, czego nie wiedziałam, ale moje pisanie zazwyczaj zamyka się jednak w obrębie fanfików, a to niezupełnie to samo.

Tak czy owak, zdjęcia z otwierania pudła pewnie będą, tak jak zazwyczaj. A później się zobaczy... ;>
  • awatar Idemo: Jeśli ta wizyta w Krakowie to z powodu tzw. "drugiej połowy" to gratuluję i trzymam kciuki :) I czekam na arrivalowe fotki Twojej nowej żywicy !
Pokaż wszystkie (1) ›
 

alienacja
 
Do tej pory, nie rozpisywałam się na jeden, dla niektórych dość wrażliwy temat jeśli o lalkowanie chodzi. Powód był prosty, nie spodziewałam się, że i mnie dotknie ;) Ale skoro tak się stało, nie widzę powodu, by go ogólnie chociaż, nie poruszyć.

Generalnie miłe jest, kiedy dostaje się wiadomość od osoby, zainteresowanej tym hobby w większym stopniu, która ma jakieś tam pytania i szuka kogoś, kto rozjaśniłby ewentualne wątpliwości. Nadal nie znudziło mi się obszerne odpowiadanie, nawet na najbardziej oczywiste (dla mnie) pytania. Może poza jednym - gdzie kupić tanią lalkę. Tu nie bardzo wiem jak ogarnąć termin "tania", co w dollfowaniu jest pojęciem raczej... oryginalnym ;)


Istnieje jednak kilka takich rzeczy o które lepiej jest nie pytać, a w związku z tym, dobrze jest o tym wiedzieć wcześniej. Mnie to osobiście szczególnie nie ruszyło, ale znam i widziałam reakcje osób, które podeszły do sprawy naprawdę poważnie i cóż, mają takie prawo. Bo w sumie jak przywiązany do swojego dollfa właściciel może zareagować na: "Wiem, że masz u siebie taką lalkę, nie myślałeś nas sprzedaniem?"


Tu następuje chwila zaskoczenia, niezależnie od podejścia do tematu. Dla większości osób, posiadających lalki, jasne jest, że jeśli pojawia się ewentualna chęć zmniejszenia kolekcji, to stawia się odpowiedni wątek sprzedażowy, lub chociaż ogólnie od czasu do czasu wspomina o ewentualnej możliwości stworzenia takowego wątku.

Cóż, wyskakiwanie z takim pytaniem w momencie, gdy podobnych zawirowań się nie dostrzegło, jest delikatnie mówiąc nie najlepszym wyjściem. Jest to jedna z tych rzeczy, jasna zupełnie tak samo jak to, że nie powinno się dotykać makijażu dollfa. Dziwi tylko odrobinę bardziej, kiedy pojawia się ze strony osoby, która o temacie trochę już wie i teoretycznie zdaje sobie sprawę z typowego przywiązania do lalki.


Z drugiej strony, zawsze może to być jakiś impuls dla właściciela lalki, który nad sprzedażą po prostu nie myślał, ale skoro pojawia się taka okazja, to może warto się zastanowić. Nie przeczę, że takie decyzje mają miejsce, ale zdecydowanie zdarzają się rzadziej, niż osoby, które mają niezwykle emocjonalne podejście do tematu. Trochę tak, jakby wejść komuś do domu i ni z gruszki ni z pietruszki zapytać, czy nie sprzeda nam kanapy/telewizora/komputera lub czegokolwiek innego, co w takiej właśnie chwili rzuciło się w oczy.



Co ostatecznie jest w sumie dobrą bazą na ewentualną dyskusję i wymianę zdania i doświadczeń. Jak ktoś ma ochotę, niech się podzieli :D
  • awatar Hikari: Mnie osobiście dziwi i czasem nawet irytuje takie emocjonalne podejście do lalek. Czy może lepsze byłoby określenie "histeryczne"? Ja też jestem z natury osobą cierpliwą i mam duże pokłady wyrozumiałości dla nowych w temacie (choć wyręczania się innymi nie toleruję). Ludzie w tym hobby zadają mnóstwo kontrowersyjnych pytań, a to o sprzedaż lalki, która na sprzedaż nigdy nie była wystawiona, a to o pozwolenie na skopiowanie imienia czy stylizacji, ale z jakiegoś powodu żadne z tych pytań nie podnosi mi ciśnienia. Traktuję je raczej jak komplementy. Ktoś grzecznie zapytał, więc grzecznie odpowiadam, przecież nie musi to oznaczać, że się zgodzę. Tak jak nie musi oznaczać, że odmówię. Nie dowiesz się, jeśli nie zapytasz. Jak mawiają - nie ma głupich pytań, są tylko głupie, egzaltowane i niekiedy wręcz chamskie odpowiedzi, co historia wielu dram udowodniła.
  • awatar Only NM: Związanie się z lalką emocjonalne to jest dla mnie trochę problem, gdyby ktoś zapytałby czy sprzedałabym mu swoją lalę to pewnie odpowiedź byłaby w stylu: I tak nie będzie Cię na nią stać! Mam tu bardziej na myśli osoby które siedzą w temacie, i pytają żeby Cię denerwować...Osobiście bardzo związuje się z lalkami, każdą odnawiam itp. (oczywiście nie dollfa, chociaż też trzeba mu coś uszyć itp.) a wiadomo jak z kimś/czymś przebywasz długo to nabierasz sentymentu. Myślę że takie pytania czasem wynikają z baku chęci poszukiwań...A co tam będę szukał lalkowych firm, spytam się czy mi odsprzeda, nie będzie trzeba tyle czekać...Temat rzeka...
  • awatar Idemo: Ja się bardzo przywiązuję do swoich lalek, ale raczej nie wzburzyłabym się zanadto na pytanie pt. "czy sprzedasz mi tę lalkę", tylko grzecznie odpowiedziałabym że nie, bo ją lubię itp. I już :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

alienacja
 
Od jakiegoś czasu, zastanawiam się jak wkręcić swój nowy lalkowy zakup (który ma już nawet imię...), by zakręcić to wszystko wokół Colina.
Zastanawiałam się już nad rodzeństwem, ale chwilowo to wyjście do mnie nie przemawia, skoro jest Pierre. Kuzynka?
Sama jeszcze nie wiem jak to w miarę zgrabnie rozwiązać, nie spodziewałam się powiększania lalkowych postaci od właśnie tej strony...

A Colin? On sam jeszcze nie wie na kogo czeka, ale oczekuje z całej siły ;) Z wrażenia przejrzał nawet kolekcję zabawek z zamiarem ewentualnego podzielenia się tym co ma, ale ostatecznie niewiele z tego pomysłu wyszło. Będę zmuszona postarać się o coś nowego najwyraźniej...

Przy okazji oczekiwania, natrafiła się okazja, by pokazać się w nowym stroju, który jest już od jakiegoś czasu, ale wichury uniemożliwiały postawienie Colina nawet na moment, bez obawy, że się przewróci :/ Potrzebna mi druga para rąk, albo brak wichur, które aż zrywają dachówki z domów.




I wszystko byłoby świetnie, gdyby jeszcze kogoś udało się jednak wypatrzeć, ale droga nadal pusta...
  • awatar Idemo: W tym ubranku wygląda tak uroczo, że chciałoby się go zjeść :) Rękawiczki są the best <3
  • awatar patrryk b.: Świetny ma strój, boskie rękawiczki:)
  • awatar Lalkowo: za każdym razem jak widze Colina, to się rozczulam. Strasznie fajny chłopak. Co do ubranka, to piękne. coś bardzo podobnego chcę kupić mojemu tiniaczkowi :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

alienacja
 
O tym, jak niebezpiecznie jest przeglądać cudze rzeczy ;>
Miu opuściła dziś towarzystwo chłopców i postanowiła na własną rękę pomyszkować po pokoju. Przy okazji na jednej z półek, znalazła łańcuszek, którego do tej pory zdecydowanie nie widziała. Dziwne?
  • awatar ~eloe~: o w koću jakieś zdjęcia Twojej Unosi^^ wygląa przesłodko ^^(chociaż mam wrażenie że sukieneczka jest chyba na nią ciut za duża?)
  • awatar alienacja: @~eloe~: Zdjęcia Miu były już wcześniej, ale fakt, powinnam częściej ściągać ją z półki ;) A sukienka jakoś bardzo duża nie jest, raczej po prostu luźna. W jej wypadku sporo miejsca potrzeba na biust i przez to niżej rzadko kiedy jest dobrze dopasowane... Z drugiej strony w kieckach dla drobniejszych msd bym jej nie dopięła w biuście właśnie i koło się zamyka.
  • awatar Idemo: Jaka ona słodka ! Stanowczo za rzadko ją focisz :P
Pokaż wszystkie (4) ›
 

alienacja
 
Pozwolę sobie powtórzyć za innymi ludźmi, którzy ostatnio próbują robić lalkom jakiekolwiek zdjęcia - proszę o lepsze światło.
Przy moim braku umiejętności robienia zdjęć, brak światła tylko wszystko bardziej pogrąża. Tak czy owak, po wielu deszczowych dniach, dziś wyszło nieco słońca i postanowiłam to chociaż trochę wykorzystać.

Na talerzu jest Aki, bo kilka tygodni temu dostał nowy strój. Ciuchy, których sam dla siebie nigdy by nie wybrał, a już na pewno z własnej woli nie założył. Ale jak ja zobaczyłam to połączenie, to musiałam je mieć. W związku z tym, że Aki jest jedynym żywiczkiem, któremu to pasuje pod względem rozmiaru, cóż... ;> Został zmuszony do pokazania się światu właśnie tak. Mnie się podoba, chociaż żałuję, że większość zdjęć, które zrobiłam, nie nadawały się zupełnie do pokazania ._. Wiosno, wróć...
  • awatar Idemo: Czaderski ten strój :) Buty są super- to z Dollheart są ?
  • awatar alienacja: @Idemo: Nawet nie, wyhaczyłam na eBay jakiś czas temu :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alienacja
 
Przeglądanie wypowiedzi większej ilości osób, ma zazwyczaj jeden, niezaprzeczalny plus.
Kiedy wydaje mi się, że już nic nie jest mnie w stanie ani zaskoczyć, ani zniesmaczyć, zawsze, ale to ZAWSZE pojawi się ktoś, kto przewróci tą teorię do góry nogami.
I nawet, jeśli bezpośrednio sprawa mnie nie dotyczy nijak, to zaskakujące jest to, jak wiele można się z tego dla siebie nauczyć na przyszłość. Na przykład z kim nigdy i pod żadnym pozorem nie zawierać żadnych umów dotyczących jakiejkolwiek ilości gotówki.

Co, jak wiadomo, w dollfiarstwie liczy się dość mocno ;)

Ręce, nogi i wszystko inne mi opadło. Zdecydowanie zaczynam preferować tą mniej towarzyską i być może nudniejszą formę lalkowania. Człowiek sam z tym się jakoś lepiej czuje, a i wstyd mniejszy.